Publications

Mozaiki na marginesach przestrzeni. Lublin 2021

http://www.brunoschulzfestival.org/index.php?tpr=news&id=197

Жінка, Месія та Бруно Шульц

https://zbruc.eu/node/102069

www.dziennikteatralny.pl

Niewyczerpane transformacje głupiej mąki wariatów

Pokora jest matką sztuki: tworzenie przedstawień z arcydzieł prozy jest skazane na to, że spektakl będzie gorszy od pierwowzoru.

Tak więc, szanowny czytelniku, lepiej przeczytaj Schulza. Jeśli jednak coś cię zainteresowało w naszej fascynacji Schulzem, w wyniku czego powstały spektakle Teatru Mumerus: “Niewyczerpany transformista” i “Głupia mąka wariatów” – możesz przeczytać ten tekst.

Najpierw musi być początek. W przypadku każdego ze spektakli jest nieco inaczej, ale zawsze na początku jest coś w rodzaju iskierki inspiracji: jakaś sytuacja na ulicy, zapamiętane zdanie z książki, obejrzany obraz… Pierwszym opowiadaniem Bruno Schulza, jakie przeczytałem czterdzieści lat temu, był “Emeryt” – opowieść o radcy o imieniu Szymcio, weteranie abecadła, który wraca do szkoły, gdzie dziecinnieje na amen, aż w końcu porywa go wiatr. Wrażenie z tej lektury, śmiech, który jej towarzyszył noszę w sobie do dziś. Schulz mnie śmieszy.

Jesienią 1994 pracowałem nad spektaklem na końcu Polski. I nie wiem, co mnie tak zmęczyło – dojazdy dwa razy w tygodniu, praca w instytucji artystycznej… dość, że po premierze i powrocie do domu spałem dwie doby. A kiedy wstałem, niezupełnie jeszcze przytomny, sięgnąłem po pierwszą lepszą książkę stojącą na półce, aby lekturą ocucić zaćmiony snem umysł. Było to “Sanatorium pod Klepsydrą”, przeczytałem tytułowe opowiadanie – po czym sięgnąłem po nożyczki, ołówek i papier i zacząłem wycinać postaci i przedmioty z opowiadania. Po czym ustawiłem je na stole – i przekładając w różne konfiguracje, napisałem scenariusz spektaklu.

Z którym to scenariuszem błąkałem się po różnych teatrach i innych instytucjach, aż w końcu udało się go zrobić w teatrze w Tarnowie w 1988 roku. Zresztą praca nad tym spektaklem, nazywał się on “Sanatorium pod klepsydrą”, leży u genezy Teatru Mumerus – część aktorów bardzo chciała kontynuować wspólną pracę z niżej podpisanym reżyserem, niekoniecznie w ramach instytucji, więc założyliśmy Stowarzyszenie i w rok później daliśmy pierwszą premierę. Ale to nieco inna historia.

Piętnaście lat później przybył z Drohobycza do Krakowa ukraiński aktor, Aleksander Maksymow. Powód: stypendium Aleksandra w programie Ministerstwa Kultury Gaude Polonia, gdzie byłem jego opiekunem, a Aleksander miał – jako stypendysta – wystąpić w spektaklu wg Schulza. Oprócz Aleksandra poprosiłem jeszcze dwóch aktorów: Annę Lenczewską i Jana Mancewicza. Nad tym spektaklem pracowaliśmy w ogóle bez scenariusza – na dobry początek Aleksander Maksymow przywiózł z Drohobycza kilka etiud inspirowanych opowiadaniem Schulza “Ptaki”, potem ktoś przynosił fragment z Schulza, nie tylko z prozy, także z grafik, co stawało się zaczynem dalszych etiud. Taka metoda przynosi bardzo dobre efekty – pod warunkiem, że się robi, a nie gada. To znaczy – jeśli jest pomysł, to musi być on możliwy do pokazania na pustej scenie, maksymalnie z udziałem 2-3 osób. I jak w klasycznej burzy mózgów – nie krytykuje się pomysłów przed ich pokazaniem.

Na pewnym etapie prób włączył się Michał Braszak ze swoim urządzeniem, które jest połączeniem telefonu i orkiestry symfonicznej. Michał Braszak to muzyk, obdarzony absolutnym słuchem teatralnym, potrafiącym usłyszeć przestrzeń teatralną i dodać tyle dźwięków, ile jest potrzebne. Ani mniej, ani więcej – tylko tyle ile potrzeba.

Włączyła się też Katarzyna Fijał, plastyk, obdarzona – jak to artystka – wyobraźnią niezwykłą, ale także parą rąk, która potrafi wszystko przyciąć, pomalować, zeszyć, znitować i skleić. W ostatnich spektaklach Mumerus nie ma czegoś takiego, jak “scenografia”. Jest za to przestrzeń, określona podczas prób i istniejące w tej przestrzeni postaci ubrane w kostiumy i posługujące się rekwizytami. I te właśnie kostiumy i rekwizyty stworzyła – słuchając bacznie aktorów i reżysera – Katarzyna Fijał.

Istotny jest moment, w którym muzyk i plastyk włączyli się do pracy. Nie na początku prób, ani nawet nie przed próbami – celem przekazania gotowych kompozycji i projektów, do których trzeba było dorobić spektakl. Przyszli wtedy, kiedy trzeba. Bo zdarza się, że kiedy muzyka zostanie nagrana, a projekty plastyczne zrealizowane i zostanie to oddane na scenę, co bywa na ogół na końcu prób, to bywa tak, że to co założyliśmy sobie na początku różni się od tego, co w końcu nam wyszło i projekty wraz z gotową muzyką do tego nie pasują. Zwykłe teatry wyrzucają cześć rzeczy do kosza, reżyserzy i dyrektorzy drą włosy z głowy, próbując jedno z drugim jakoś skleić, albo nawet odwołują premierę. My jesteśmy na to za biedni i szkoda nam nerwów.

W końcu powstał spektakl, któremu nadaliśmy tytuł “Niewyczerpany transformista” – tak jak Schulz nazwał księżyc w opowiadaniu “Kometa”. Premiera odbyła się w czerwcu 2013. Zrobiliśmy go właściwie za darmo, wykorzystując niewielką kwotę (bodaj 3000 zł), jaką Aleksander mógł dysponować w ramach stypendium “Gaude Polonia” na realizację swojego programu. Spektakl ten graliśmy blisko dwa lata – co miesiąc lub dwa Aleksander Maksymow przyjeżdżał z Drohobycza do Krakowa i pokazywaliśmy przedstawienie w piwnicy Teatru Zależnego. Udało nawet pokazać kilka razy za granicą – trzy razy na festiwalu w Lyonie i na festiwalu w Drohobyczu, gdzie spektakl zobaczył ostatni z żyjących uczniów Schulza, sławny muzyk – klezmer, sędziwy Alfred Schreyer (w kilka miesięcy później zmarł). Satysfakcję przyniosła mi jedna z jego uwag po spektaklu: podobało mu się to, że spektakl był kolorowy, a nawet pstrokaty, gdyż właśnie odważnego używania kolorów uczył Schulza, nauczyciel rysunków drohobyckim gimnazjum. Przy okazji spektakli “Niewyczerpanego transformisty” Aleksander Maksymow przywiózł do Krakowa i Lyonu swój performans “Lustro” i pokazywał go w plenerze.

W 2018 roku Teatr Alter z Drohobycza, a którym się przyjaźnimy, a którego Aleksander Maksymow jest aktywnym członkiem wystawił jeszcze raz – w Drohobyczu -“Niewyczerpanego transformistę” – tym razem po ukraińsku, w przekładzie Jurija Andruchowicza. Zrobili to bez mojego udziału (oczywiście, za moją wiedzą i zgodą). Dokładnie takie same sytuacje, dokładnie taki sam tekst, dokładnie takie same – zrekonstruowane z pieczołowitością – kostiumy; a jednak wypełnione było to zupełnie innymi emocjami biorącymi się z osobowości aktorów – z wyjątkiem Aleksandra, łącznika między jedną a drugą inscenizacją. Dla reżysera (tzn. mnie) było to bardzo przyjemne i dowartościujące doświadczenie.

Do “Niewyczerpanego transformisty” nie weszło kilka motywów i nawet gotowych scen, jakie pojawiły się w procesie prób, mimo że budowały pewną dramaturgię. I to stało się początkiem następnego spektaklu: na motywach Schulza, do którego próby zaczęliśmy latem 2013. W tym wypadku bardzo długo rozmawialiśmy, aby jak najgłębiej zrozumieć to, co było inspiracją. Przygotowałem zarys scenariusza, który rozpoczynał się sceną z “Sierpnia” Schulza – obrazem bożka pogańskiego: wariatki Tłuji, siedzącej na kupie śmieci. “Czas więziony w jej duszy, wystąpił z niej straszliwie rzeczywisty i szedł samopas przez izbę, hałaśliwy, huczący, piekielny, rosnący w jaskrawym milczeniu poranka z głośnego młyna-zegara, jak zła mąka, sypka mąka, głupia mąka wariatów.” Ta fraza Schulza nas zachwyciła i ostatecznie z “Sierpnia” jedynie fragment jednego zdania pozostał – jako tytuł. I jeszcze chęć zrobienia spektaklu o czasie, który wystąpił z duszy i kroczy samopas. Teatr jest sztuką konkretu, ale trochę poetyckich motywacji jest także potrzebne.

Nie mieliśmy ani grosza na ten spektakl, aktorzy: Beata Kolak, Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Robert Żurek i ja powiedzieliśmy sobie, że musimy ten spektakl zrobić. Jakieś pieniądze są jednak potrzebne, choćby na kostiumy i rekwizyty (o honorariach nie marzyliśmy nawet) i trzeba było ich poszukać. Zatem jesienią przerwaliśmy próby, aktorzy wrócili do swoich zajęć, od czasu do czasu grając spektakle repertuarowe w Mumerusie, ja zaś zacząłem pisać wnioski o granty na “Głupia mąkę wariatów”. Prawie wszystkie z nich zostały odrzucone, eksperci Gminy Kraków zaszczycili nas nawet zaliczeniem naszego projektu do najgorzej ocenionych w konkursie grantowym, w końcu Województwo Małopolskie także w konkursie grantowym przyznało nam 10 tysięcy złotych.

W wakacje 2014 wróciliśmy do pracy. Kilkumiesięczna przerwa dobrze zrobiła – był czas na spojrzenie z dystansu i na napisanie nowej wersji scenariusza, a przede wszystkim na dokładne określenie przestrzeni scenicznej i postaci. Zresztą ten scenariusz zmieniał się wielokrotnie – w przypadku “Głupiej mąki…” powstały cztery wersje. Jedna z tych wersji składała się z samych obrazków – grafik Schulza ułożonych w ciąg fabularny.

Od początku prób wiedziałem natomiast jak ma wyglądać światło w spektaklu i jaka ma być jego kolorystyka. Często – jako reżyser – przystępując do pracy nie wiem, jakich tekstów użyję, wiem natomiast, jak będzie oświetlona scena i w jakiej tonacji barwnej zostanie spektakl zrealizowany. Światło i barwa są równorzędnymi partnerami dla aktora. Tu wiedzieliśmy, że światło będzie miało tylko dwa źródła, że będzie go bardzo mało i wiele gry odbędzie się w cieniu bądź półmroku. Co zresztą wymaga specyficznych umiejętności od aktorów, a prede wszystkim umiejętności grania w cieniu. Założyliśmy też, że przestrzeń podzielimy na dwie części – jedna będzie monochromatyczna (skala szarości – jak na starej fotografii, lub jak na grafikach cliché-verre Schulza) – w drugiej użyjemy trzech kolorów podstawowych (czerwony, żółty, niebieski).

W lipcu 2014 pracowaliśmy codziennie. To jest ten błogosławiony dla Mumerusa czas, kiedy aktorzy – wolni od zajęć etatowych w teatrach, albo od ganiania po Polsce za złamanym groszem, celem niezdechnięcia z głodu – ten czas, kiedy można przez miesiąc codziennie, spokojnie pracować. Zresztą większość naszych spektakli powstała właśnie w lipcu. Na kanwie scenariusza budowaliśmy etiudy (część powstała wcześniej, część – z tych powstałych wcześniej – odrzuciliśmy). Zaglądaliśmy często też do grafik zawartych w “Xiędze Bałwochwalczej”. I z całej tej materii gestów, spojrzeń, pozycji narysowanych przez Schulza zbudowaliśmy zarys przedstawienia. W końcu poprosiłem aktorów, aby zagrali to, co do tej pory zrobiliśmy, w jednym bloku, bez przerywania, i – co najważniejsze – bez słów. I po tej próbie wiedzieliśmy już, że spektakl powstał, tylko – jak w palimpseście – trzeba było odczytać pierwotne znaczenia.

Swoją drogą – to niezwykle użyteczne doświadczenie. Nasza współczesność, kultura, a teatr w szczególności cierpi na nadmiar gadulstwa. Gadają, gadają, topią się w morzu słów, aż muszą podkreślać słowa mające znaczenie, więc co chwila dodają “tak naprawdę”, ale tego “tak naprawdę” też w końcu jest za dużo i nie wiadomo co jest naprawdę, a co nie naprawdę, no więc, żeby na amen nie uśpić słuchacza, co chwila dodają niby to wymagające potwierdzenia “tak?”. W teatrze z kolei drą się na ogół przy pomocy mikroportu do widowni przeplatając to ekspresyjnym szeptem i przekazując – jak nudny belfer z katedry – rzeczy banalne i oczywiste. A podczas tej próby okazało się co jest istotne, co można wyrazić samą sytuacją i które słowa są potrzebne, a które nie. Nie było zresztą tych słów zbyt dużo.

W taki sam sposób, jak w przypadku “Niewyczerpanego transformisty” w projekcie wzięli udział muzyk Michał Braszak i plastyk, Katarzyna Fijał.

Na próby przychodził też Glen Cullen, amerykański reżyser, zamieszkały w Krakowie. Glenn jest bardzo pomocny w naszej pracy, bo słabo rozumie język polski, za to obdarzony jest słuchem scenicznym. Co bywa bardzo pomocne – Glen nie rozumiejąc dokładnie słów widział więcej z tego, co dzieje się poza i obok tekstu. Z kolei również przychodząca na prawie wszystkie próby Agnieszka Dziedzic słowa rozumiała i uczestnicząc praktycznie w całym procesie stwarzania spektaklu mogła nam opowiedzieć to, co widać z dystansu, a co często umyka osobom bezpośrednio zaangażowanym na scenie, reżysera nie wyłączając. Sporadycznie pojawiały się na próbach osoby, które można nazwać przyjaciółmi teatru: “Czy można popatrzeć na próbę?” Osoba taka otrzymywała zgodę, po czym – po skończonej próbie była proszona o to, aby w prostych słowach opowiedziała to, co widziała. Nie mówiła, czy się podobało albo nie, ale po prostu opisała słowami. Albowiem można i należy uprawiać sztukę awangardową, ale trzeba cały czas pamiętać o komunikacji z odbiorcą. Potem rozpoczął się sezon w teatrach, aktorzy pracowali nad “Mąką…” kiedy mogli, niektórzy przyjeżdżając na próby z Łodzi i Rzeszowa. Spotykaliśmy się 1-2 razy w tygodniu, czasami z dwutygodniową przerwą. Przed premierą kilka prób jedna po drugiej, a w końcu zagraliśmy dla publiczności. Premiera w listopadzie 2014, przy okazji jubileuszu XV-lecia Mumerusa). Piękny plakat do obu schulzowskich spektakli zaprojektowała dla nas plastyczka ze Lwowa, Tanya Tsupka (do “Transformisty” we współpracy z Aleksandrem Maksymowem). To był początek nowej drogi, spektakl, który utrzymywał się w naszym repertuarze przez dwa lata ciągle się zmieniał, dlatego, że każdorazowo inna publiczność jest partnerem, a teatr to rozmowa. Może być bez słów, ale rozmowa.

__

Zdjęcia z “Głupiej mąki wariatów” autorstwa Katarzyny Fijał i Roberta Żurka można zobaczyć tutaj:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/sets/72157649241067835/

Zdjęcia z “Niewyczerpanego transformisty” autorstwa Sylwii Domin można zobaczyć tutaj:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/sets/72157636912599124/

Fragment nagrania wideo “Głupiej mąki wariatów” (nagrania dokonał Bogusław Kornaś) można zobaczyć tu:
https://www.youtube.com/watch?v=apzdyvWm2Ro

Nagrania wide “Niewyczerpanego transformisty” (nagrania dokonał Artur Łoboda) można zobaczyć tu:
https://www.youtube.com/watch?v=apzdyvWm2Ro

Z recenzjami ze spektakli można zapoznać się tu: http://www.mumerus.net/index.php?action=spektakle

Wiesław Hołdys
Dziennik Teatralny Kraków
15 czerwca 2020
Spektakle“Niewyczerpany transformista” – reż. Wiesław Hołdys – Stowarzyszenie Teatr Mumerus, Kraków“Głupia mąka wariatów” – reż. Wiesław Hołdys – Stowarzyszenie Teatr Mumerus w KrakowieTeatryStowarzyszenie Teatr Mumerus w KrakowieWątkiWiesław Hołdys – Lizanie szafy

ZBRUC.EU

Паноптикум уяви

Єва Райська

«Тварини і люди» –  паноптикум уяви

Енциклопедії, старі книги, поштівки, кольорові витинки з газет та журналів, картонні коробки, пожовклий папір – усе це є елементами колажів із беззаперечними сенсами за концепцією автора. Який зміст несуть у собі речі з минулого? Чи можуть вони залишатись актуальними й сьогодні, не втрачаючи своєї цінності? Філософія поєднання минулого і теперішнього, минулого і майбутнього змушує до запитань. Або навпаки: відповідає, проте залишає після себе ще більше запитань без відповідей.

Що для нас означає минуле? Особисте чи суспільне. Чи відрікаємось ми від нього, чи навпаки: несемо з собою у сьогодні. Робимо з нього культ, спогад чи назавжди стираємо із пам’яті.

Про це власне і роздумує Олександр Максимов, створюючи серію колажів «Тварини і люди», де прозирають не тільки неживі об’єкти, а й передовсім обриси тварин та людей. Якою ниткою поєднані ці два світи –  тваринний та людський, автор здебільшого дає можливість поміркувати глядачеві.

У дрогобицькому Палаці мистецтв (Вілла Б’янки) відбулась перша офлайн подія після карантину – виставка колажів художника та перформера Олександра Максимова. Для автора це вже друга персональна колажна експозиція. «Тварини і люди» – це передовсім про пам’ять. Особисту та національну. Про можливість намацати наші історичні травми, оскільки у творах автора часто присутній лейтмотив радянського минулого.

«Усе почалось з того, що мій батько був колекціонером, він часто приносив додому всілякі поштівки, радянські журнали, купував різні книги, здебільшого, російськомовні, –  розповідає автор. – Мабуть, у кожного вдома можна знайти ще якісь раритетні речі, що нагадають нам про те, чого уже немає. З часом мені захотілось щось з цим всім зробити,бо було жаль викидати на смітник». Олександр  каже, що таким чином намагався надати друге життя речам, котрі відійшли разом з минулою епохою. Переосмислити радянське минуле, у певному сенсі прийняти його, як  частину історії  батьків.

Усі роботи автор творить у ручний спосіб. На думку Олександра, це  дає розуміння мистецтва тут-і-тепер. Фізичного відчуття. Бачення певного відображення самого себе. Під час формування колажу художник не задумує  конкретну композицію і наперед не вкладає  у зображення якоїсь ідеї. Натомість його більше цікавить сам процес творення, який Олександр часто називає медитативною практикою колажу. Те, що з’являється як твір – злиття свідомого та несвідомого.  Певна рефлексія на конткрений час, період. Зазвичай автор шукає сенс у своїх колажах уже тоді, коли вони перебувають у завершеному стані.

«Часто у моїх роботах є вирізані, промовисті й упізнавані фрази минулої еппохи з пропагандистських журналів, як от «Пролетарі всіх країн, єднайтесь!» поруч із зображенням риби, котра тримає на своїх плавниках стару балалайку. Для мене це хороший інструмент для візуальної маніпуляції», –  пояснює Олександр.

Нашарування сенсів та контекстів, значень та змісту змушує глядача зануритись у паноптикум власної уяви. Віднайти у колажах передовсім не те, що хотів цим сказати автор, а те, що можуть побачити інші. Що можуть зрозуміти, пояснити собі, хоч дещо може досі для них залишатися невідомим.

«Тварини і люди» –  це спроба усвідомити, в якій оптиці ми дивимось на світ. Чи вміємо споглядати у більш ширшій візії? Відійти і побачити більш цілісний відбиток світу?

Якщо дивитись на колажі Олександра Максимова зблизька, – кожного разу помічаєш безліч нових деталей. Наприклад, старий жовтий аркуш із переписом борщу. З іншого боку, якщо відійти далі, тоді відкривається більш цілісний і повніший відбиток уявного світу художника із усіма його тваринами, людьми, старими речами, буквами, сенсами та кодами.  

Виставка «Тварини і люди» тривала від 17 травня до 7 червня. Під час закриття кульмінацією заходу став перформанс «Вихід із ізоляції», який автор задумав як завершення свого посткарантинного проєкту.

«Вихід із ізоляції» –   це водночас спроба вийти за межі власного Я. Можливість відшукати точки перетину обох світів – реального та віртуального, намацати те, що залишається фізичним, а отже існує у реальності. Під час перформансу митець використовував два крісла та мотузок, з чого сконструював цілісний мистецький об’єкт.

09.06.2020

day.kyiv.ua

Перфоманси, джаз та карантин

«Образ птаха супроводжує усю мою творчість» — дрогобицький митець Олександр Максимов

Катерина Садловська

6 травня, 2020

ФОТО НАДАНО ОЛЕКСАНДРОМ МАКСИМОВИМ

Дрогобицький митець Олександр Максимов упродовж карантину творить власний перфоманс. Нещодавно він його презентував під назвою «Карантин: День 53». Це фото, які відзняв брат Олександра Дмитро Шилінг у Дрогобичі. На них митець гуляє вулицями міста у білому костюмі та з маскою птаха.

Олександрові Максимову — 38 років. Він організатор фестивалю сучасної імпровізаційної музики Jazz Bez Drohobych, а ще актор дрогобицького театру «Альтер», також знімався у кіно. У Дрогобичі організував фестиваль сучасного мистецтва «Dro.Art.Days».


—  Олександре, що власне означає цей перфоманс та як виникла ідея?

— Я почав раніше, спершу виставив фото себе оголеного, що я тримаю туалетний папір на колінах. В якісь дні я виставляв фотографії, коли я перебував вдома і називав тим днем карантину, який був на той час. Це рефлексія на день, коли робилася фотофіксація. А день 53 — це було як людина, яка вирвалася з дому на вулицю після карантину, хоча то ще й є карантин.

«Мінімалістичний чумний лікар». Перед цим проєктом фотографія власне і називалася так, а вже, наприклад, Ніна Андрухович, дружина Юрія Андруховича, побачила у цьому птаха із творів Бруно Шульца, нашого дрогобицького художника та письменника. І я згадав, що постать птаха супроводжує мене упродовж мого творчого мистецького пошуку. Я робив подібний перформанс років 8 тому. І він теж був присутній, цей птах. Може, це щось кармічне. Це був мій дебют на фестивалі Бруно Шульца у Дрогобичі. Згодом цей перформанс показували у містах України та Польщі.

Карантин — це такий творчий поштовх. Локації обирали спонтанно, але оскільки наше місто зараз дуже стрімко розвивається і перебудовується, на деяких фото хотілося залишити сам процес перебудови — ці старі кіоски, МАФи мають якусь містичність, цей брук, який перестеляють. Його не буде наступного тижня. Я думаю, це було варто не проґавити і поєднати із творчими пошуками.

Це, насправді дуже круто, що є фідбек (зворотній зв’язок. — Ред.). У принципі, сучасне мистецтво і має викликати якісь емоції: негативні чи позитивні. Найгірше, коли немає зовсім ніяких емоцій і якісь такі мистецькі акції проходять без жодної рефлексії глядача.

— Олександре, можливо, були заплановані у Дрогобичі події, які не вдалося організувати через карантин?

—  Ми планували робити у Дрогобичі театральний фестиваль у середині — наприкінці травня. На жаль, він переноситься на осінь. Фестиваль мав би називатися «Вулиця Бергнер» — з присвятою дрогобичанці Елізабет Бергнер. Вона була відомою акторкою.

Цього літа не відбудеться Міжнародний фестиваль Бруно Шульца. До нього я залучений як митець. На нього завжди з’їжджаються митці з різних країн світу: і Європа, Америка, і Японія, відбуваються різні театральні світові постановки. І його перенесли у зв’язку із карантином на листопад. Цей фотопроєкт («Карантин»), напевно, також мав би там бути, спонтанно.

Фестиваль сучасного мистецтва «Dro.Art.Days» також перенесуть на осінь. Перший такий фестиваль відбувся 2016 року. Це фестиваль сучасного перформативного мистецтва у Дрогобичі. Ми запрошуємо молодих митців із цілої країни, із Польщі, до речі, теж були. У просторі міста митці показують перформанси і виставки картин,  інсталяції.

У грудні, сподіваюсь, відбудеться Jazz Bez Drohobych. Це буде ювілейний, 20-й фестиваль в Україні, а у Дрогобичі п’ятий.

— Який проєкт відбудеться найближчим часом?

— 17 травня очікуємо відкриття виставки колажу. Цю виставку я частково ліпив під час карантину. Тема виставки «Тварини і люди».

— Чи бачите щороку, що збільшується кількість людей, які приходять послухати джаз? Як реагують дрогобичани?

— З кожним роком слухачів дедалі більше. Деякі люди навіть обурюються, щоб було більше виконавців і з різних країн світу, а зараз у зв’язку із фінансовими проблемами, може бути один день фестивалю. А люди хочуть більше, вони почали цікавитися джазом.. У нас є дві музичні школи та музичний факультет у педагогічному університеті, музичне училище імені Барвінського. І фестиваль Jazz Bez став поштовхом до того, що у місті почали формуватися джаз-бенди, чого не було років 40 чи більше. Вони досить якісні.

— Чому не хочеться робити щось для Львова, наприклад, а всі проєкти розвиваєте у Дрогобичі?

— Справа в тому, що Львів вже дуже «балуваний» фестивалями і концертами, різними подіями, а власне зараз треба розвивати малі міста, бо ці люди, малих міст потребують якісного мистецтва і сучасної культури. На перших фестивалях, які ми робили у Дрогобичі, люди виходили під таким сильним враженням, дехто плакав…

Катерина САДЛОВСЬКА

Газета: №84, (2020)

UA: Львів

Олександр Максимов фотографувався босоніж та з паперовим дзьобом на вулицях Дрогобича. Фільмував карантинний перформанс його брат Дмитро Шилінг.

Фото чоловік опублікував на своїй сторінці у Facebook.

«Ситуація в світі надихає на такі речі. Це як рефлексія на те, що відбувається в світі. В умовах карантину можна щось репрезентувати, що виходить за рамки, так званої ізоляції, і може стати проектом»,- розповів Суспільному Олександр Максимов.

Чоловік розповів, що під час фотосесії люди із цікавістю спостерігали за ним.

«Творчість Олександра Максимова – це прагнення митця виразити себе і світ засобами образної мови»,- каже про цей проєкт мешканець Дрогобича Володимир Кондзьолка.

Автор хоче реалізувати такий проєкт і в інших містах. Олександр не виключає, що наступним містом може бути Львів.

dilo.net.ua

04/05/2020

Учасник арт-марафону #мифы_Параджанова від Parajanov Art Laboratorium(Вірменія) [2019]

Олександр Максимов: “Ні війна, ні мир не мають сенсу без потужного культурного тилу”

Олександр Максимов: “Ні війна, ні мир не мають сенсу без потужного культурного тилу”

Дрогобицькі театрали зібрали аншлаг у луцькому «Промені»

Дрогобицькі актори показали виставу «Невтомний перетворювач» у РЦ «Промінь»

encyklopediateatru.pl

„Tak to jest…” – festiwal sztuki efemerycznej w Sokołowsku

Ołeksandr Maksymow. Terytorium, aneksja

Praca Ołeksandra Maksymowa komentuje sytuację wokół aneksji Krymu. Performance nosi tytuł „Terytorium, aneksja” – odtworzona jest w nim sytuacja, która obecnie ma miejsce w Ukrainie.

– Gdy jechałem do Sokołowska miałem zupełnie inny pomysł na realizację performance, ale gdy zobaczyłem lokalizację, której zaproponowali organizatorzy festiwalu, znacznie go zmieniłem – wspomina artysta. W performance autor wykorzystuje kilka przedmiotów związanych z wojskowością: kask, którym zagarnia ziemię i rozsypuje ją na stare wojskowe mapy z czasów II Wojny Światowej, potem rozcina je nożyczkami, przedstawiając zajęcie ziemi. Wykorzystuje także marynarski kaszkiet z napisem „Flota Czarnomorska”, którym kończy performance, pokazując „nieczytelny” semaforowy alfabet, który symbolizuje „niepojętność” i „ bezradność”  danej sytuacji.

www.contexts.com.pl

Land art and performance artist, photographer. Graduated from the Ivan Franko University of Pedagogy, Philosophy Faculty. Granted Gaude Polonia scholarship [2013]. Participated in an interdisciplianary workshop run by Ewa Zarzycka [Drohobycz, 2014]. Trained at Performance School in Lvov by Sandra Johnston UK [2015] and Denys Blacker UK[2016].Participated in an intensive curatorial course ran by Ianina Prudenko (independent curator and media art researcher, curator of Open Ukrainian Archive of Media Art [Kiev/UA]) [Ivano-Frankivsk/UA][2017]. Actor of Alter Theatre (Drohobycz/UA) & MUMERUS Theatre (Krakow/PL). Founder and curator of DroArt art platform in Drohobycz. Participated in numerous festivals : International Bruno Schulz Festival [Drohobycz][2012,2014,2016], Contemporary Art Festival GogolFest [Kiev][2014], Printemps d’Europe [Lyon. France][2015], International Festival of Street Theatre STREET [Krakow. Poland][2013,2015], Performance Art Days in Lvov [2015,2016],Contrasts [Lvov][2015]; Ukrajins’kyj Zriz: Transformations, the 3rdTriennale of Ukrainian Contemporary Art [Wroclaw. Poland][2016], Contemporary Art Festival „DroArtDay” [Drohobycz][2016],Sacral Art festival“Yura’s Coat” (St Yura Orthodox Church)[Drohobycz][2017], Contemporary Art Festival „New Wave Exhibition” [Lvov][2017].

Lives and works in Drohobycz [Ukraine].


Performance: Territories, Annexation

Performance talks about taking over territories, occupation, annexation… It is the artist’s subconscious reaction to these issues. Information war. Where is the turth? Somewhere in between?


July 23rd – Sunday

14: 30 Performance: Territories, Annexation
Zdrowie Cinema – at the back of the building

Format – pismo artystyczne

Tekst: Piotr Jakub Fereński – kulturoznawca, krytyk sztuki, badacz kultury miejskiej, historyk fotografii, Doktor, adiunkt w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego

 

 

 

Krótka historia rewolucji w “Lustrze” Teatru “Alter”

Krótka historia rewolucji w “Lustrze” Teatru “Alter”.

Bardzo kameralny spektakl przedstawiony w przestrzeni ulicznej. Spektakl w swojej wymowie mocno zaangażowany w kontekst polityczny i jednocześnie bardzo intymny w przeżywaniu artystycznym. Jakbyśmy oglądali czyjąś spowiedź, świadectwo osobistego doświadczenia w czasie targanym porywami.

 

Przedstawienie trudne do zdefiniowania, podskórnie wyczuwamy sensy, ale nazwać wszystko odpowiednimi słowami – niemożliwe. Może dlatego, że do czasów, o których mówi przedstawienie, nie możemy jeszcze nabrać dystansu, jeszcze ten czas się kształtuje. Z finału przedstawienia wynika, że przy naszym cichym przyzwoleniu tworzy się historia Europy Wschodniej. Nie uciekniemy od tych nawiązań, wiedząc, że Teatr “Alter” ma swoje korzenie na Ukrainie.

 

Przez całe przedstawienie oglądamy samotnego aktora. Nie używa słów. Radiowa szczekaczka z nawiązką atakuje nas słowami, bełkotem. Szczekaczka przywiązana do nogi, zatem jakiś rodzaj zniewolenia.

 

Początek jak w konwencji niemego filmu, jeszcze bez kolorów, dominuje czerń i biel. Jakby poszukiwanie sensu bycia na ulicy, jakby odnajdywanie się w nowej rzeczywistości. “Coś” dopiero się rozpoczyna.

 

Bohaterowi towarzyszy lustro. Bardzo mocny symbol, które nie tylko odbija cały teatr i nas jako widownię w nim, ale staje się niejako obrazem odzwierciedlającym kolejne etapy rewolucyjnych zmian. Piękno szkła zostaje zamalowania bielą, zatem czystym kolorem i czystymi intencjami. Ale nie jest to już doskonałe jak na początku, jakby chciano przekazać, że ludzkie działania w jakiś sposób mają znamiona skazy.

 

Wstępie o marzeniach o lepszym świecie przyświeca biały sztandar nad naszymi głowami. Dopiero po czasie pojawia się czerwona farba i cały rewolucyjny bałagan, który ktoś musi posprzątać. Jeśli nawet wcześniej wszyscy spontanicznie chcieli zmian, to teraz muszą zabrać się mocno do sprzątania tego, co zostało po barykadach. Zatem biały sztandar zmywa ślady walki z bruku, robi się coraz bardziej szary. Piękne hasła poszarzały, nastała rzeczywistość.

 

Nasz szary człowiek wciąż milczy. Knebluje siebie czerwoną taśmą, którą zostało oklejone również lustro. Widać w postaci rozczarowanie, rezygnację, ale nie ból. Rozbiera się. Wybiera dla siebie rolę ofiary lub poświęca w imię dawnych ideałów. Uwalania się od szczekaczki, umiera niczym na ołtarzu.

 

Dawna biel to już tylko martwe ciało dominujące nad szarością bruku. Rewolucje zawsze przynoszą ofiary.

Autor: inwentaryzacja2014 o 13:42

(Назаренко Мария, 7buttons.kiev.ua)

“Перформанс Lustro – это актуальная социально-философская рефлексия. Мы можем наблюдать человеческие игры с идентичностью, которая легко вычеркивается и изменяется под воздействием СМИ. Нескончаемые потоки манипулятивной информации заставляют отказаться от собственного «Я», от собственных убеждений, от национальной принадлежности и, в конце концов, от родины. Александр Максимов использует два цвета – белый и красный. Белый как символ чистоты и красный как символ крови сплетаются в одном существенном вопросе «зачем?». Ведь и сейчас, как мы видим, люди готовы убивать за идеологию и умирать за неё.” (Назаренко Мария, 7buttons.kiev.ua)

LUSTRO

LUSTRO

“Lustro” to performans plenerowy współpracującego z Teatrem Mumerus aktora Aleksandra Maksymowa z drohobyckiego Teatru Alter. Czasami pokazujemy ten performans, a poniżej tekst dr Wiery Meniok, dyrektor Centrum Polonistycznego w Drohobyczu:

„Lustro” Aleksandra Maksimowa: czy chcemy w nim przyglądać się sobie?

Autorem performance „Lustro” jest Aleksandr Maksimow, aktor offowego Teatru Alter z Drohobycza, w 2013 roku stypendysta Programu „Gaude Polonia” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, autor kilku ciekawych monodramów typu performance, m.in. „Ptaki” wg Brunona Schulza.

Performance „Lustro” twórca po raz pierwszy pokazał 30 maja 2014 roku w ramach Off-Programu VI Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu, obok secesyjnej willi, która niegdyś była rezydencją burmistrza Drohobycza Rajmunda Jarosza. Następnie pokazał swój projekt 21 września 2014 roku na prestiżowym Gogol-Fest w Kijowie w ramach Otwartego Dnia Teatralnego oraz na placu Rynek w Drohobyczu 20 lutego 2015 roku – w dniu, kiedy Ukraina upamiętniała rocznicę ofiar Majdanu. Performance Maksimowa odbyło się wtedy na placu, na którym zaraz potem odbyła się modlitwa w intencji bohaterów Niebieskiej Sotni. Performance było również swoistym rodzajem modlitwy-krzyku, rodzajem działania artystycznego nawiązującego do dramatycznego rozdarcia w społeczeństwie ukraińskim, narodowego i egzystencjalnego, w myślach i przeżyciach każdego Ukraińca.

„Lustro” Maksimowa jest monodramem dynamicznym, rozrastającym się, próbuje być odpowiedzią na nowe komunikaty społeczno-polityczne, albo też zaprzeczeniem każdego takiego komunikatu oraz wyrazem bezsilności konkretnego człowieka wobec nieubłaganie rozwijającego się fatalnego scenariusza wojny.

Czym jest „Lustro”? Przede wszystkim jest indywidualną ekspresją artysty, próbą jego reakcji-odpowiedzi na aktualne wydarzenia społeczno-polityczne, a jednocześnie wyrazem totalnego braku jakichkolwiek odpowiedzi. Jest refleksją nad niestabilnością i zagrożeniem, które obecnie na co dzień towarzyszą Ukraińcom. Fizyczne lustro – centralny realny i konceptualny element performance – jest lustrem odbijającym obraz rzeczywistości: dość trywialna metafora, anachroniczny stereotyp. Lustro Maksimowa wydaje się być zamierzonym potwierdzeniem takiego stereotypu, niemniej jednocześnie próbuje zasugerować całkowite zniszczenie, wymazanie każdego obrazka odbijającego się w lustrze, dlatego w trakcie akcji zostaje ono pomalowane, wybielone farbą, po czym oczyszczone, wymyte, jak gdyby przygotowane do niczym niezakłóconego oglądania świata i samego siebie. Pytanie jednak w tym, czy takie zupełne oczyszczenie lustra jest w ogóle możliwe? Ruchy, jakie wykonuje artysta, podsuwają odpowiedź negatywną. Wszystko, co składa się na fabułę monodramu, dezorientuje, tworzy rejwach i zamieszanie: zmieniane są flagi, rozkładane, rozrzucane i wyrzucane różne przedmioty wyciągnięte ze starej walizki, w tym czyste i zapisane kartki papieru. I cały czas podkreślona, uwypuklona ekspresja artysty, który niesamowicie się męczy w swoim postanowieniu znalezienia wyjścia z sytuacji, która najwyraźniej mu nie odpowiada, w swoich torturach zerwania z lustrem, które go obciąża, ale z którym musi współistnieć, musi go za sobą ciągnąć, albowiem jest do niego przywiązany w znaczeniu dosłownym.

 

Anarchia i chaos, brak scenariusza zmiany rzeczywistości negatywnej, a poprzez to jej pogłębianie. Człowiek, próbujący cokolwiek zmienić, w końcu okazuje się żałosny w swej bezradności, wymęczony daremną bitwą z lustrem, która zdaje się być przegrana. Bo wreszcie lustrem tym jest sam człowiek, ambitnie usiłujący zrobić uczynek heroiczny, zamienić chaos i anarchię w ład i porządek. Usiłujący wymazać swoje własne odbicie w lustrze.

 

Flagi i komunikaty radiowe będą się zmieniać w nieskończoność. Zawsze można uzbroić się w wiadro z wodą i ścierkę, by wymyć wszystko dookoła, lecz nowy brud i tak się pojawi. Można stworzyć iluzję odizolowania od rzeczywistości negatywnej, lecz nicość i tak dogoni. Więc czym jest „Lustro” Maksimowa: ucieczką od nicości czy jej pogłębianiem? A być może jest dosłownym przesłaniem społeczno-politycznym? Tylko jakim? O co walka i o co męka? Takie pytania – bardziej plakatowe niż kontemplacyjne – zadał mi autor „Lustra”. Nie znam odpowiedzi na nie. Wolę nie przyglądać się sobie w jego lustrze, nawet po jego zamazaniu, a potem wymyciu. Ale chętnie przyjdę na każdy nowy pokaz „Lustra” Aleksandra Maksimowa.

 

 

Wiera Meniok

“NIEWYCZERPANY TRANSFORMISTA” – ZBAWIENIE PRZEZ BICYKL! – RECENZJA

NIEWYCZERPANY TRANSFORMISTA RECENZJA TEATR MUMERUS

Monika Matura

ZOBACZ WIĘCEJ

Bardzo lubię chadzać do teatrów po raz pierwszy, a to dlatego, że nigdy nie wiem czego mogę się spodziewać i zazwyczaj bywam pozytywnie zaskoczona. Nie inaczej było w przypadku „Niewyczerpanego Transformisty” Teatru Mumerus.

 

Jest totalnie ciemno, a ja siedzę w pierwszym rzędzie i tylko myślę o tym, co może się wydarzyć. Po chwili pojawia się nikłe światło, a w jego promieniu mężczyzna, którego śmiało możemy nazwać mimem. Na pierwszą część spektaklu składa się niewiele słów, za to dużo ruchu. Czego to też nie wyprawia na scenie Aleksander Maksymow! Wciela się raz w kobietę, raz w mężczyznę, podgląda przez dziurkę od klucza, zamienia się w zwierzęta, stroi się, śpiewa czy w końcu szyje. W drugiej części spektaklu na scenę wkroczą Anna Lenczewska i Jan Mancewicz, ten drugi jako klaun. I wtedy rozpocznie się wplatanie w widowisko prozy Brunona Schulza, którą inspirowane było przedstawienie. Będzie zabawnie, ale i z filozoficznym posmakiem. Na scenografię składają się dzwonki rowerowe oraz nożyczki, reszta to nasza wyobraźnia. Eksperyment to dość ciekawy, biorąc pod uwagę, iż w mojej pamięci pozostał jeszcze manekin, którego tak naprawdę wcale na scenie nie było.

 

Nikt tu nie pozostaje tym, kim był na początku, a rzeczywistość ulega ciągłemu przekształceniu, dlatego by wszystko zrozumieć należy zachować czujność i otwarty umysł. Obserwując aktorską grę Aleksandra Maksymowa, bo on właśnie jest główną postacią tego przedstawienia, nie sposób nie docenić trudu jaki musiał włożyć w kreację swojej roli. Bardzo trudno w jednoosobowym składzie utrzymać ciągle uwagę widzów, a to mam wrażenie mu się udało. Dorzucić do tego należy oczywiście mnogość odegranych postaci, a to wszystko praktycznie bez udziału słów no i przy sporym ruchu. Przywykliśmy do tego, że pokazuje nam się wszystko. „Niewyczerpany Transformista” w znacznej mierze bazuje na naszej wyobraźni, to miła odmiana i dowód na to, że teatr dzieje się w naszych głowach. Dlatego, jeżeli szukacie czegoś nowego, to polecam „Niewyczerpanego Transformistę”. Mogę też dodać, na moim przykładzie, że wyjdziecie uśmiechając się.

 

„Niewyczerpany Transformista” był jedną ze sztuk wystawianych w ramach Lata Teatralnego Mumerus, które odbyło się w dniach 28 czerwca – 2 lipca. Sztuka wystawiona została na scenie Teatru Zależnego Politechniki Krakowskiej.

 

Recenzowała: Monika Matura

„Люстро” Олександра Максимова: чи хочемо побачити в ньому себе?

„Люстро” Олександра Максимова: чи хочемо побачити в ньому себе?

Багато хто і в Дрогобичі, й в інших містах та за кордоном вже бачив дещо несподіваний спектакль дрогобичанина Олександра Максимова “Люстро”, який в бгатьох шанувальників театру виклаикає дискусії. Нещодавно літературознавець Віра Меньок написала рецензію на неординарний спектакль, яку нині пропонуємо увазі наших читачів.

Автор моно-перформансу „Люстро” – Олександр Максимов – актор оффового Театру Альтер з Дрогобича, 2013 року стипендіат Програми „Gaude Polonia” Міністра Культури та Національної Спадщини РП, автор кількох цікавих моновистав типу performance, зокрема, „Птахи” за мотивами Бруно Шульца.

Моно-перформанс „Люстро” мистець показав уперше 30 травня 2014 року в рамках Off-Програми VI Міжнародного Фестивалю Бруно Шульца в Дрогобичі, біля сецесійної вілли, яка колись була резиденцією бургомістра Дрогобича Раймунда Яроша. Згодом проект був запрезентований 21 вересня 2014 року на престижному Гоголь-Фесті у Києві в рамках Відкритого Театрального Дня та на площі Ринок у Дрогобичі 20 лютого 2015 року – в день, коли Україна схилилася у жалобі на перші роковини жертв Майдану. Тоді перформанс Максимова відбувся перед молитвою на тій же площі в інтенції Героїв Небесної Сотні. Це також була своєрідна молитва-крик, своєрідний мистецький чин, що виринає із драматичного відчаю в українському суспільстві, у думках і пережиттях кожного українця.

„Люстро” Максимова – це рухома моновистава, яка розростається, пробує стати відповіддю на нові суспільно-політичні повідомлення, або, навпаки, запереченням кожного такого повідомлення і проявом безсилості конкретної людини перед невблаганним розвитком фатального сценарію війни.

Чим є „Люстро”? Передусім індивідуальною експресією мистця, спробою його реакції-відповіді на актуальні суспільно-політичні події, а властиво є тотальною відсутністю будь-якої відповіді. Є рефлексією над нестабільністю й загрозою, які тепер на щодень супроводжують життя українців. Фізичне дзеркало – центральний концептуальний елемент моно-перформансу – є дзеркалом, в якому відображається картинка реальності: досить тривіальна метафора, анахронічний стереотип. Дзеркало Максимова видається свідомим підтвердженням такого стереотипу, але водночас є спробою запропонувати повне знищення, стирання будь-якої картинки, відображеної у дзеркалі, тож дзеркало пофарбоване, вибілене фарбою, після чого вичищене, вимите, ніби готове до нічим не затьмареного, безперешкодного оглядання світу і самого себе. Питання однак у тому, чи таке повне очищення дзеркала взагалі можливе? Рухи, що їх виконує мистець, підказують негативну відповідь. Усе, з чого складається фабула моновистави, дезорієнтує, створює галас і плутанину: змінюються прапори, розкладаються, розкидаються й викидаються різні предмети, витягнуті зі старої валізки, у тому числі чисті й пописані картки паперу. І постійно підкреслена, рельєфна експресія мистця, котрий нестямно мучиться у своєму рішенні знайти вихід із ситуації, яка достовірно його не влаштовує, у своїх тортурах намагання порвати із дзеркалом, яке його обтяжує, але з яким мусить співіснувати, мусить його тягнути за собою, позаяк прив’язаний до нього в буквальному значенні.

Анархія і хаос, відсутність сценарію зміни негативної реальності, а через це її поглиблення. Людина, котра намагається що-небудь змінити, врешті виглядає жалюгідно у своїй безпорадності, виснажена даремною битвою із дзеркалом, що скидається на програну. Бо зрештою цим дзеркалом є сама людина з її пафосними намаганнями здійснити героїчний учинок, змінити хаос і анархію на лад і стабільність. Із намаганнями стерти своє власне відображення у дзеркалі.

Прапори і новини по радіо будуть змінюватися безконечно. Завжди можна взяти відро з водою й ганчірку, щоби вимити все довкола, але новий бруд все одно з’явиться. Можна створити ілюзію ізоляції від негативної реальності, але порожнеча все одно наздожене. То ж чим є „Люстро” Максимова: втечею від порожнечі чи її поглибленням? А може дослівним суспільно-політичним посланням? Тільки яким? В ім’я чого триває боротьба і самотортурування? Такі питання – більше плакатні, ніж контемпляційні – задав мені автор „Люстра”. Я не знаю відповіді на них. Волію не дивитися на своє відображення в його дзеркалі, навіть після його зафарбування, а відтак вичищення. Але охоче прийду на кожний новий показ „Люстра” Олександра Максимова.

Віра МЕНЬОК

LITERATURA W TEATRZE: KARTONOWE SKRZYPCE ZE ZŁOTYM SMYCZKIEM. „NIEWYCZERPANY TRANSFORMISTA” TEATRU MUMERUS

LITERATURA W TEATRZE: KARTONOWE SKRZYPCE ZE ZŁOTYM SMYCZKIEM. „NIEWYCZERPANY TRANSFORMISTA” TEATRU MUMERUS

LITERATURA…
Bruno Schulz, w swoim dziele „Genialna epoka”, pytał z właściwym sobie fantastycznym akcentem: „Cóż jednak zrobić ze zdarzeniami, które nie mają swego własnego miejsca w czasie, ze zdarzeniami, które przyszły za późno, gdy już cały czas był rozdany, rozdzielony, rozebrany, i teraz zostały niejako na lodzie, nie zaszeregowane, zawieszone w powietrzu, bezdomne i błędne?” Tylko spokojnie! Bez zbytecznej paniki, załatwimy to po cichu we własnym zakresie działania – opowiadają mu na to, jego własnymi słowami, twórcy „Niewyczerpanego transformisty”, aktorzy Teatru Mumerus z Krakowa z gościnnym udziałem Aleksandra Maksymowa.
…W TEATRZE.
To im właśnie, pośród scenicznej ciemności, która podkreśla połyskującą jasność słów i gestów, udaje się z tak magiczną pasją pogłębić w widzach nietypowe myśli. W przypadku „Niewyczerpanego transformisty” jest podobnie. Tym razem świadomość oglądającego odsyłana jest bezpośrednio w rejony pytań o dynamikę i podniosłość, nie tylko życia, ale i sztuki, jaką jest teatr.
Przygody „Niewyczerpanego transformisty” to jak obieranie rytmu życia ze skórki przy pomocy skalpela, jakim jest odmówienie słowom pierwszeństwa, a przyznanie priorytetu falowaniu ciała. Trudność w zagęszczeniu i wyostrzeniu wyobraźni przed niemą groteską zmiany pozwoliła mi, paradoksalnie, uwierzyć, że jednym z miejsc, gdzie może trafić umysł, poszukujący życia prawdziwego, tak czystego, nieskazitelnego w swoim udziwnieniu, jest nicość. Tak, nicość właśnie. Umęczona, mdła nicość, w ubraniu klauna, z łyżką wplątaną we włosy i z nożyczkami w dłoni, odcinająca napiętrzające się faksy z umysłów w i d z ó w. A na nich? „TAK/NIE/NIE/TAK…”
Zachęcam do wzięcia udziału w tej prawie niemej, życiowej orkiestrze życia, w tym zapleczu karnawału. Teatr Mumerus zagra na Państwu jak na kartonowych skrzypcach swoimi złotymi smyczkami.
Spektakl obejrzałam 30 czerwca 2013 roku
w Teatrze Zależnym Politechniki Krakowskiej.

Joanna Roś

Portal bookeriada.pl

Schulzowski „Niewyczerpany transformista” Teatru Mumerus w reżyserii Wiesława Hołdysa

Schulzowski „Niewyczerpany transformista” Teatru Mumerus w reżyserii Wiesława Hołdysa

29 czerwca 2013 roku niezależny krakowski Teatr Mumerus przedstawił premierę spektaklu inspirowanego prozą Brunona Schulza. To przede wszystkim popis talentu aktorskiego Aleksandra Maksymowa (z drohobyckiego teatru Alter), który najprostszym środkami – ruchem, gestem, mimiką – chce wykrzesać bogatą i własną teatralną interpretację schulzowskiej prozy.
Sasza Maksymow od pół roku przebywa w Krakowie w ramach stypendium Gaude Polonia. Związany z teatrem Alter w Drohobyczu, najwyraźniej w aktorstwie widzi swoje powołanie, w aktorskie bez słów, w sztuce mimu. Już wcześniej przygotował autorski, znakomity schulzowski spektakl „Ptaki”, bardzo klarowny i dynamiczny, sugestywny i dobry aktorsko, jaki mogliśmy m.in. oglądać w Lublinie w ubiegłym roku. W spektaklu „Niewyczerpany transformista” ogromnie rozbudował potencjał możliwości kreowania postaci i sytuacji, opowiadania ruchem i ciałem, poniekąd sam stając się tym tytułowym „niewyczerpanym transformistą”. Paradoksalnie, stwarza to widzowi pewne trudności w odbiorze, gdyż tempo tych transformacji jest tak duże, że chwilami publiczność nie ma czasu na rozpoznanie sens pewnych scen, więc najbardziej reaguje na gesty proste i czytelne, gesty klauna. Ale też, również paradoksalnie, jest w tym coś z natury prozy Schulza, gdzie nagromadzenie znaczeń i ich nieoczekiwane konfiguracje wymagają dania czasu umysłowi i wyobraźni na właściwe ich rozszyfrowanie, odczytanie. Niemniej struktura spektaklu pozostaje czytelna, a sekwencje scen są urokliwe, niekiedy wprost zachwycające. Jak chociażby wtedy, kiedy Maksymow gra postacie po obu stronach „dziurki od klucza”: raz mężczyznę, raz kobietę. Zaskakujące, jak udanie wciela się w kobiety z rysunków Schulza, jak potrafi zmienić własną twarz. Skala pracy włożona przez aktora (niewątpliwie, dzięki wsparciu starszych kolegów z Mumerusa), grającego w tak ascetycznych warunkach, poświadcza, jak bardzo jest on zaangażowany w spektakl, i jak bardzo go przeżywa. Trzeba zatem podążać za jego gestami tak jakby był on przewodnikiem przez różne motywy, opowieści, sytuacje zapisane w opowiadaniach Brunona Schulza.
Spektakl dzieli się de facto na dwie części, bardzo odmienne, różne. Pierwsza to aktorski popis solo Aleksandra Maksymowa, grającego w klasycznie czarnym stroju i z twarzą pomalowaną na biało. Chwilami, i bardzo oszczędnie, nawet za oszczędnie, gra Maksymowa wspierana jest ilustracją dźwiękową. Zaś w drugiej części na scenie pojawiają się również Anna Lenczewska i Jan Mancewicz; odmienność tych postaci od bohatera pierwszej części podkreślają między innymi barwne stroje o dość dowolnych odniesieniach do bohaterów prozy Schulza (np. Mancewicz jest klaunem z czerwonym nosem – piłeczką). Dużo tu muzyki, pojawiają się słowa z opowiadań Schulza. Interpretacji takiej konfrontacji postaci – aktorów może być wiele, tak jak na wiele sposobów możemy interpretować zjawisko i proces kreacji według Schulza.
Teatr Mumerus, któremu przewodzi Wiesław Hołdys, wystawił „Niewyczerpanego transformistę” na scenie Teatr Zależnego Politechniki Krakowskiej, która udostępnia ją niezależnym, profesjonalnym grupom. Scena mieści się w XVI-wiecznych piwnicach przy ul. Kanoniczej 1 – i ten kontekst miejsca potęguje niezwykłość schulzowskiej prozy i czerpiącego z niej teatru.

Grzegorz Józefczuk
Strona “Stowarzyszenie Festiwal Brunona Schulza” 

Wyobraźcie sobie (Niewyczerpany transformista)

Wyobraźcie sobie (Niewyczerpany transformista)

Jest w Krakowie taki reżyser, Wiesław Hołdys, który dzierży klucze do maleńkiej piwnicy z niewielką sceną, będącej zarazem tajemniczym wehikułem, umożliwiającym podróże do wielkiego świata niczym nieskrępowanej, wibrującej wyobraźni. Stamtąd układa on sny o potędze fantazji i toczy niełatwy bój o teatr, który daje ludziom radość i ocala niesamowitość.
Spektakl Niewyczerpany transformista to opowieść o fikuśnym człowieku obdarzonym cudowną właściwością przepoczwarzania się w rozmaite istoty, ale też – a może przede wszystkim – metafora życia jako pełnego ślepych zaułków i obcych, niemożliwych do oswojenia, chłodnych komnat labiryntu, w którym – jeśli pragnie się uniknąć upupienia czy skostnienia – należy być w nieustającym ruchu. Historia ludzkości jest historią ciągłych, często niespodziewanych przeobrażeń.
Tytułowy bohater (świetny Aleksander Maksymow) wydaje się postacią uosabiającą to wszystko, co w prozie Schulza najbardziej nieuchwytne, nieodgadnione i niedefiniowalne. W serii metamorfoz z jednej strony niejako prowadzi przewrotną grę z własną tożsamością, ale z drugiej zdaje się tworzyć zsubiektywizowany mikrokosmos zaludniony przez korowód chwilowych bytów. Mamy tu egzotyczne ptaki, manekiny, emeryta – wiecznego repetenta, którego w końcu porwie wiatr, szalonych apostołów na rowerach i innych, nieco pokracznych i zidiociałych reprezentantów wykolejonej rzeczywistości. Czasem rozwój wypadków okazuje się nieprzewidziany. Maksymow posiadł bowiem nadzwyczajną umiejętność udawania, że historia rodzi się „tu i teraz”. Kolejne wcielenia pojawiają się wówczas, gdy jeszcze mamy w oczach poprzednie. Ledwo przywołane, już muszą wracać do zapomnianego świata snów. Przybywają z lekkością marzenia. Bardzo ładnie obrazuje to proces stwarzania fikcyjnych bohaterów, który zawsze jest pozbawionym logiki i przyczynowości, aktem początku. Postaci same są złudzeniami, dlatego niepotrzebne tu gazowe kurtyny ani iluzje wywołane światłami.
Zespół Mumerusa, tak jak niegdyś Tadeusz Kantor, odrzucił wszelkie fałszywe cudowności teatru.
Ciemna, malutka scena jest niczym zatopione królestwo, w którym płynie inny czas oraz działa osobliwa, kłócąca się z zasadą prawdopodobieństwa logika. Surowa przestrzeń również przechodzi transformacje. Kolejno przenikają się klisze różnych archetypowych miejsc, od pustego pokoju i pracowni krawieckiej, przez jarmarczną budę i szkołę, po zamurowane niczym grób pomieszczenie, tworząc symboliczną drogę życia, metaforę więzienia egzystencji. Głównym nośnikiem znaczeń jest w Niewyczerpanym… narracja wizualna – to jej podporządkowano pozostałe elementy przedstawienia. Tak naprawdę istnieje tylko widowisko.
Hołdys i zjawiskowi aktorzy Mumerusa powiedli nas tam, gdzie rzadko bywamy – do tego wymiaru rzeczywistości, którym jest iluzja, życie na pograniczu jawy i snu. Stworzonemu przez siebie światu – dzięki jego zrytmizowanemu rozszczepianiu – nadali wyjątkowy puls, oddech i melodię. Wyciągnęli z Schulza (scenariusz jest kreacją zbiorową) kilka postaci, parę słów i ułożyli tak, że wyszło coś niewiarygodnie dobrego.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 66/2013

Trudne wybory z lustrem w tle

Trudne wybory z lustrem w tle

10 maja 2015W ciepłe i słoneczne, niedzielne, majowe popołudnie pojawił się na, brukowanej kocimi łbami, krakowskiej ulicy człowiek znikąd i zewsząd zarazem. Szedł wolnym krokiem rozglądając się niepewnie w koło a widać było, że nie jest pewien dokąd zmierza. Sprawiał wrażenie zagubionego, niepewnego, choć nie zastraszonego. Czegoś szukał. Kontaktu ze „swoimi”? Spokojnego miejsca na ziemi? Cały swój dobytek taszczył w niewielkiej, starodawnej walizeczce. W ręku trzymał mały radioodbiornik, który potrzebował zewnętrznego zasilania. Za nim, jak na smyczy, wlekło się, całkiem sporych rozmiarów lustro, które jak można się było domyślać zawierało całą historię życia jego i jego bliskich. Taki bagaż doświadczeń i historii, od której nie sposób się przecież uwolnić…

Po pewnym czasie, w zaułku, nieco osłoniętym od wiatru i dającym jako takie zadaszenie a jednocześnie znajdującym się nieco poza głównym nurtem życia miejskiego, znalazł wreszcie kawałek swojego miejsca. Tam postanowił zostać na dłużej. Przede wszystkich uruchomił wreszcie swoje przenośne radyjko, co zapewniło mu kontakt z zagubionym światem, dało poczucie stabilizacji i wspólnoty w tej swojej samotnej wędrówce. I tak jak osadnicy, od pradawnych czasów najpierw zawieszali w nowym domu święte obrazki, tak ON umieścił swoje lustro – ideę. Dopiero później wyznaczył granice swojego terytorium, którego obszar ograniczony został zasięgiem łańcucha u nogi, którym przywiązany był do słów sączących się z głośnika. Na koniec zatknął wysoko Sztandar Czarny. Swój sztandar. Był wreszcie u siebie.

 

Spokój nie trwał jednak długo. Niestety bardzo szybko pojawiły się wątpliwości. Mnóstwo wątpliwości. Coraz więcej wątpliwości. Wątpliwości wypisane krwią na białych kartach otoczyły go z każdej strony, aż wreszcie przysłoniły ideę patrzącą z lustra. Czyżby idea się nie sprawdziła? Może jednak Czarny Sztandar nie jest dobry? Może się skompromitował? Może zawiódł? Skoro pojawiło się tyle wątpliwości, które już wolno ogłosić i o nich dyskutować, nie pozostaje nic innego, jak tylko zmienić ideę. Sztandar Czarny, skompromitowany, trzeba zamienić na Sztandar Biały, czysty i nieskazitelny. Nastąpi odrodzenie. ON będzie mógł wyznaczyć na nowo granice swojego terytorium A odrodzony Sztandar Biały załopoce ponad głowami! Lecz cóż to? Wokół wciąż jeszcze wiele śladów po poprzednim życiu. Czyhają na każdym kroku. Nie chcą odejść i wciąż dają o sobie znać. Koniecznie trzeba je usunąć, zniszczyć i wybielić. ON bierze się ochoczo do roboty i już po chwili lustro – idea zaczyna znowu lśnić, a „kapliczki” starego systemu zmieniają barwy. A jednak coś poszło nie tak. Sztandar Biały jakby coraz mniej biały, usta coraz bardziej zamknięte a i ruchy ramion coraz bardziej ograniczone. Tylko łańcuch u nogi wciąż ten sam…

 

Rewolucja, jak to tylko ona ma w zwyczaju pożera własnych rodziców i powolutku, lecz z każdym ruchem coraz bardziej zbliża się do stanu sprzed jej powstania. A Sztandar? A Sztandar z każdą chwilą coraz mniej Biały i coraz bardziej Szary. Ostania koszula zdarta z grzbietu, lecz ON wierzy do końca. Czy ON wierzy do końca?

 

♦Lustro

Performans plenerowy w wykonaniu Aleksandra Maksymowa z Teatru Alter z Drohobycza. Wydarzenie współorganizowane przez Teatr Mumerus z Krakowa.

Transformista niczym morfinista – “Niewyczerpany transformista” w Tearze Mumerus

Transformista niczym morfinista – “Niewyczerpany transformista” w Tearze Mumerus.

Pisanie w poszukiwaniu straconego czasu, a może lepiej w poszukiwanie zapomnianych obrazów, ponieważ od patrzenia na ten spektakl minęło nieco piasku w klepsydrze i pamięć już niemłoda.

 

Patrzenie, ponieważ to dla mnie spektakl przede wszystkim plastyczny. Niesamowita plastyka ciała głównego wykonawcy, dzięki której przekaz/myśl/język stawiał się czytelny, chociaż niektóre momenty przypominały montaż teledyskowy, przemiany, przepoczwarzenia następowały bardzo szybko. Transformista niczym morfinista staje się uzależniony od przemian, ale zawsze następuje brutalny powrót do rzeczywistości.

 

Podróż człowieka przez przestrzeń klatki schodowej/czyśćca? Zaglądanie przez dziurki od klucza do kolejnych pomieszczeń. Poszukiwanie własnego miejsca, niemożliwe do końca w normalnym życiu, bo nasze wybory nie dokonują się tak szybko jak po otwarciu kolejnych drzwi. Wejścia w skórę napotkanych postaci, obserwowanych przez drzwi. Nie zawsze to wejście w cudzą skórę staje się spełnieniem pragnień. Często to bolesne doświadczenie i rozczarowanie.

 

Szarość i bezbarwność głównego bohatera w kontrze do kolorowego klauna i jeszcze bardziej kolorowej kreacji kobiety. Szarość naszego życia i pragnienie zmiany.

 

Siła przekazu bardzo mocna. Sami odnajdujemy w teatralnych obrazach swoje życie, swoje odbicie, zagubioną tożsamość. W czym tkwi siła tego teatru, w wykorzystaniu najprostszej materii teatralnej, człowieka, jego cielesności jako głównego instrumentu. Bez zbędnych balastów maszynerii scenicznej, ze wspaniałą ścieżką dźwiękową.

 

Tyle z zakamarków pamięci. Piszę o tym spektaklu, bo mam nadzieję zobaczyć go w najbliższym czasie, żeby dokonać poprawek w tym tekście. Wiem, że to niedoskonały tekst/post, ale obiecuję poprawę. Transformistę polecam każdemu miłośnikowi teatru.

 

http://www.mumerus.net